Długi weekend listopadowy z Mollie potrafi

Bardzo długo nic nie pisałam – pół roku. Bardzo dużo się działo – czerwiec stał pod znakiem kończenia i bronienia pracy magisterskiej, lipiec i sierpień owocował wakacjami i zmianami. Teraz mam „gorszą” pracę (nie w zawodzie) ale za to w pełnym wymiarze godzin (5/18 etatu nauczycielskiego nie pozwoliło by mi się utrzymać na dłuższą metę). Wrzesień i październik to kolejne życiowe zmiany – przeprowadzka do większego mieszkania. I gdzie tu znaleźć czas dla siebie?

Pierwszymi moimi odstresowaywaczami były – bardzo wkurzające – firanki. Nie są jeszcze skończone (mimo, że już wiszą, ale nie mogłam już patrzeć na łyse okna – mam nadzieję do Bożego Narodzenia je skończyć). Dziś wieczorem postanowiłam ruszyć szalik z nowego wydania Mollie potrafi – szal. Nie używam kordonka (jak zalecano) tylko włóczki kupionej chyba w zeszłym roku i czekającej na odpowiednią chwilę. Mimo, że jutro nie mam wolnego to „długi weekend” będę sobie powoli dziergała, oglądając filmy.

długi weekend z mollie

Mam nadzieję, że zacznę systematycznie zaglądać na bloga – i, że będę miała czas na moje hobby, bo ostatnio przez zawirowania życiowe, wszystko musiało odejść na dalszy plan.

Reklamy

Ciasto z rabarbarem (prawie) bez tłuszczu ;)

Rabarbar – uwielbiam jego smak w wypiekach!

Szukałam w Internecie przepisu i zmodyfikowałam trochę jeden z nich. Wyszło mi coś takiego:

 

gotowanie, ciasto rabarbar

Jak widać dwa kawałki zjedzone na ciepło 🙂

 

Przepis:

1 szklanka otrębów (ja użyłam zarodków pszennych)

1 szklanka mąki

1/2 szklanki cukru

300 ml jogurtu naturalnego

3 jajka

czubata łyżeczka proszku do pieczenia

ok 300-400 gram rabarbaru

 

Posmarowałam odrobiną tłuszczu blachę. Piekłam w temperaturze 180 stopni C  ale po 20 minutach gdy patyczek był nadal mokry podkręciłam do 200 stopni C. Łącznie piekłam ok 40-45 minut ale jakby ciasto posiedziało dłużej to nic by się nie stało.

Wyszło mokre i puszyste 🙂 i bardzo kwaśne – ale ja takie lubię 😉 dodałam trochę cukru pudru.

 

 

IV spotkanie Śląskie Szyje

Efektem sobotniego spotkanie grupy Śląskie szyje, jest ta oto kosmetyczka. Kończyłam ją już w domu i miałam mały problem z wszyciem zamka błyskawicznego – ten, który dostałam na spotkaniu był „za mocny” jak na moją maszynę, więc postanowiłam zastąpić go tym co miałam w domu… a miałam tylko zamek kryty. Niestety nie mam jeszcze stopki do zamków krytych więc wyszło krzywo 😛 ale nie przejmuję się tym – na czymś trzeba się nauczyć 😉

Obrazek

Kosmetyczka jest duża – 27 cm x 17 cm i pojemna – jednak po wpakowaniu wszystkich walających się po torebce bibelotów, stwierdziłam, że jest za duża jak na moje potrzeby. Przeznaczę ją na przechowywanie np nici lub innych krawieckich przyborów – a do codziennego użytku zrobię mniejszą (już zaczęłam).

Obrazek

Relacja ze spotkania będzie dostępna na blogu Liliany 

Tutorial do uszycia kosmetyczki tu

Drożdże do picia

Co zrobić, gdy twoje włosy wolno rosną lub są słabe? Co zrobić gdy twoje paznokcie dosłownie się sypią, łapią i rozdwajają? Co zrobić gdy apteczne skrzypy polne nie pomagają?

Pij drożdże!

Wydaje się to ohydne – pierwszy raz gdy spróbowałam to ledwo przełknęłam – przed ślubem zrobiłam sobie miesięczną kurację i włosy cudownie urosły o dwa centymetry w miesiąc. Teraz, nie mogąc się doczekać wizyty u fryzjera (strasznie mi się spodobało podcinanie włosów – do tego stopnia, że w zeszłe wakacje skończyła z krótkimi) ale  jednocześnie obiecując sobie, że „tym razem zapuszczę”.

Do fryzjera i tak pójdę – wyrównać swoje poczochrane kudełki – ale gdy osiągną odpowiednią długość.

 

 

2014-04-08 08.52.25

Tak wygląda mój codzienny drink. Czytałam wiele przepisów ale na ich bazie wymyśliłam swój. Nie jestem w stanie wypić zimnych drożdży więc piję je letnie. W małym kubeczku kruszę 1/4 kostki drożdży, zalewam do połowy wrzątkiem. Jest to bardzo ważne, by zabić drożdże, by nam nie zaszkodziły. Do tej gorącej mikstury dolewal mleka prosto z lodówki oraz dodaję łyżeczkę miody. Miód nie powinien być rozpuszczany w wodzie gorętszej niż 50 stopni, bo traci swoje właściwości. Tak oto powstaje może nie najsmaczniejszy al bardzo zdrowy napój 😉

Polecam – a jakie są wasze sposoby na włosy i paznokcie?

Obrazek

Zestwa kaletniczy z lidla

 

Zestaw kaletniczy z lidla

Dzisiaj zakupiłam w Lidlu zestaw kaletniczy. Skusiła mnie przede wszystkim cena (19.99 zł).

 

 2014-04-03 19.59.17

Zestaw składa się z dwóch części – szczypców rewolwerowych z regulacją wielkości dziurek oraz z obcążek do zaciskania oczek. Ponadto do zestawu dodano 200 nitów w czterech rodzajach i czterech kolorach.

Dziurkacz i obcążki mają fajne rączki, nie wyślizgują się z rąk oraz posiadają blokady – w dziurkaczu trochę ciężko się ją ściąga i zakłada ale może wyrobi się w trakcie używania.

 

2014-04-03 19.57.20

2014-04-03 19.58.05

 

Nity są trochę „liche” – na pewno nie będę ich używała do zdobienia odzieży, ponieważ są bardzo cieniutkie i można je z łatwością wygiąć ręcznie (wolę sobie nie wyobrażać co mogła by z nimi zrobić pralka). Z pewnością nadadzą się do celów ozdobnych – może wezmę je pewnego dnia na moje zajęcia plastyczno – techniczne i z dzieciakami trochę ich pozużywam 😉

2014-04-03 19.56.15

Dziurkacz spisuje się nawet dobrze – przetestowałam go na pasku mojego małżonka w którym miałam mu dorobić oczka – pasek jest dość solidny – skórzany, ma ok 4 mm grubości. Oczka powychodziły mi trochę krzywo (nie mam jeszcze wprawy) ale po spięciu paska nie widać tego tak bardzo. Muszę przyznać, że troszkę się namęczyłam – do dziurkowania trzeba włożyć trochę siły i za pierwszym razem nie docina się do końca – ale wszystko można poprawić bez uszczerbku na wyglądzie.

 

 2014-04-03 20.00.03

2014-04-03 20.00.34

Moja ocena zestawu to 4/5 – porównując jakość do ceny to zestaw nie jest najgorszy.

Szkoda tylko, że w zestawie są dwie części (kiedyś używałam pożyczonej nitownicy, która miała w sobie zawarte obie funkcje – dziurkach i cążki).

Jak na razie jestem zadowolona – jeśli przetestuję na zwykłych nitach, i coś pójdzie nie tak to na pewno się tym podzielę.

Moje pierwsze sushi

Moje pierwsze sushi

Taką oto kolację przygotowałam w zeszły piątek mojemu mężowi 😉
Korzystałam z przepisu zamieszczonym w „zestawie startowym” oraz z tego bloga: http://smakalajzyt.pl/jak-zrobic-sushi/

Nawet wyszło dobre 😉

Teraz przymierzam się do muffinków! 😉

Obrazek

II spotkanie szyciowe grupy ŚLĄSKIE SZYJE

Bardzo chciałam zrobić fotorelację ze spotkania, jednak tak się zaszyłam, że nie zrobiłam ani jednego zdjęcia.

Fotorelację możecie obejrzeć na blogu Liliany.

Na spotkaniu uczyłyśmy się wszywać zamek błyskawiczny (zwykły oraz kryty), wymieniałyśmy się doświadczeniami oraz ja starałam się zdążyć uszyć spodnie z wykroju papavero. Musiałam dość mocno zwęzić je w biodrach ale reszta leżała dobrze (nie uśmiechały się 😉 ). Niżej prezentuję prawie skończone spodnie – brakuje w nich guzika, muszę skończyć skracanie nogawek i wewnątrz poprawić pas (bo ma on na razie tylko jedną warstwę.

2014-02-15 18.42.59

Myślałam też o jakichś czerwonych akcentach (obszycie boków czerwonymi nićmi albo coś w tym stylu).

Co o tym myślicie?

Nowe poduszeczki na igły

Nowe poduszeczki na igły

Jak pisałam w feriowo – sesiowym poście, zostałam zmuszona do uszycia nowych poduszeczek na igły i szpilki.

Może i dobrze bo teraz mam dwa śliczne igielniki – jeden ozdobiony haftem matematycznym a drugi sposobem zaczerpniętym z bloga Long Red Thread.

CIMG8725

Ładne?

Obrazek

Ferie, sesja i inne szaleństwa

Tyle mam teraz pracy… Muszę przygotować się do egzaminów i naskrobać coś w końcu dla promotorki, co by moje wykształcenie dopełniało się jak najszybciej. Do tych studenckich obowiązków dochodzą obowiązki związane z pracą – trzeba było zapewnić ciekawe zajęcie dla gromadki „feriujących” dzieciaków w MDK-u. Pierwszego dnia wyciągnęłam cieszyńskiego asa z rękawa – dzieciaki robiły maski z bandaży gipsowych. Na drugi dzień moich zajęć przygotowałam zajęcia szyciowe… i tak zaginęła moja ulubiona poduszeczka na igły 😦

Przeglądając zdjęcia zamieszczona przez fanpage MDK-u oraz lokalny portal internetowy znalazłam moją podusię! Tam widziana była po raz ostatni:

Moja poduszka do igieł w rękach nowego właściciela 😛

Są jednak dobre strony tej zguby – mimo natłoku spraw wytargałam maszynę z pudła i zaczęłam robić nowa poduszeczkę (tym razem z gumką na rękę – więc będzie wygodniejsza ;)).

Jak skończę to pochwalę się efektem.

Jeśli ktoś jest zainteresowanym fotorelacją z moich zajęć to można je obejrzeć tutajtu też 🙂

Róża – kroko po kroku

Obrazek

Czasami potrzebujemy jakiegoś dodatku, akcentu zwieńczającego nasz strój. Zamiast biegać po pasmanteriach i sklepach z dodatkami możemy sami wykonać wypatrzony drobiazg. Może to być broszka, spinka lub przytwierdzona na stałe ozdoba. Zaprezentuję wam jak wykonałam różę, która zdobiła moją suknię ślubną. Do wykonania róży potrzebne nam będą:

  • ścinki materiału,
  • igła i nici,
  • nożyczki do cięcia tkanin,
  • nożyczki do papieru,
  • ołówek
  • oraz coś do rysowanie po tkaninie (ja używałam ołówka ale pomocne będą mydełko lub pisak do tkanin)

ObrazekObrazekObrazek

A przy bardzo strzępiących się materiałach pomocna będzie świeczka (do opalenia brzegów).

Obrazek

No to zaczynamy!

1. Rysujemy i wycinamy płatki

ObrazekObrazek

2. Odrysowujemy je na tkaninie i wycinamy

ObrazekObrazek

3. Z kawałka materiału układamy środek kwiatu

ObrazekObrazek

4. Przyzwawszy płatki. Zaczynamy od najmniejszych. Staramy się je modelować tak by tworzyły odpowiedni kształt.

ObrazekObrazek

5. Dodajemy tyle płatków ile nam potrzeba. Po czym zszywamy wszystko mocno. Z tylu można przyszyć zapięcie broszki lub spinkę.

Obrazek

Obrazek

I gotowe!

Obrazek

Mam nadzieje, że mimo kiepskiej jakości spodoba się wam tutorial.

Następnym razem bardziej się postaram!

Previous Older Entries

Sarah Quilts

Making pretty things & talking about it

LONG RED THREAD

blog o szyciu na maszynie: ubrania handmade, patchworki, przeróbki krawieckie, tutoriale krawieckie i DIY.